Posty

Grafika komputerowa - co o niej myślę i dlaczego nie lubię

Obraz
      Jakiś czas  temu postanowiłem co nieco porysować na moim iPadzie, w niezawodnym programie Procreate. jest to aktualnie moje go-to jeśli chodzi o sztukę digitalową .  Dawniej znajdywałem bardzo dużo przyjemności w malowaniu na tablecie graficznym i moje umiejętności w tym segmencie, były, jak by to powiedzieć -  w rozkwicie . A potem nagle, z dnia na dzień, wszystko to poszło w niepamięć - tablet ekranowy Huiona stał na biurku nieużywany całymi dniami i tylko zbierał kurz . W końcu wymieniłem go na mniejsze i prostsze rozwiązanie - płytkowy Wacom Intuos , którego używałem do pixelartu i edycji filmów oraz zdjęć. I niemalże rok nie tknąłem się nawet grafiki komputerowej.     Aż nagle, na początku wakacji wymyśliłem sobie dość szalony projekt - aby po niemal dziesięciu latach narysować jeszcze raz moje prace ze Szkoły Plastycznej UFO. By przyspieszyć proces rysowania niemalże 100 prac uznałem, że szkice zrobię w szkicowniku, natomiast kolor...

STOP szkicowi - czym jest rysowanie "na żywioł"?

Obraz
      Nie skłamię, jeżeli powiem, że maluję długo . Oczywiście wiele się zmieniło - na zajęciach plastycznych malowałem tanią farbą na kartkach formatu b2 obrazy na dosyć absurdalne tematy (choć zabawa była to niezła i w te wakacje planuję pewien projekt z tym związany). Potem zacząłem kupować lepszej jakości kryjący akryl i podobrazia płócienne, aż w końcu wypracowałem sobie swój styl oparty na kolorze i plamie. Niemniej przez cały ten czas jedno niezmiennie drażniło mnie najbardziej - szkic .      Gdy rysuję tuszem lub stalówką, szkic jest konieczny - źle poprowadzonej linii nie da się " zgumować" czy w inny sposób usunąć. Linia musi być dokładna i dobrze ułożona, by jedną kreską uzyskać cały grymas twarzy lub zarys zwierzęcia. W malarstwie jest inaczej - gdy maluję na wytrzymałym papierze lub płótnie mocno kryjącą farbą jak akryl, tworzę mnóstwo warstw, linie zamazuję i stale zmieniam kompozycję . Malowanie odbieram jak rzeźbienie - zaczynam od pod...

Przygoda z łukami - malowanie "Zwiadowców"

Obraz
      Wreszcie! Myślałem, że takie rzeczy się nie zdarzają, ale znalazłem serię książek , która nie nudzi mi się po dwóch tomach. Książki uwielbiam - za najlepsze uważam serie po kilka (naście?) tomów, które mogę czytać i czytać i wiem, że nie skończą mi się za szybko, że nie będę musiał za szybko szukać kolejnej. Niestety mam pecha - jestem fanem fantasy i na razie prócz " Harry'ego Pottera " i " Świata Dysku " nie znalazłem takiego zestawu historii, które przytrzymają mnie na dłużej. " Tunele ", " Aru Shah ", " Baśniobór " czy " Smocza Straż "  - wszystkie te jakże znane i zacne serie przeczytałem jedynie do trzeciego tomu, a potem się odbiłem.     No i jakiś czas temu znalazłem " Zwiadowców ". Saga długa - podstawowa historia to 12 tomów, sześć kolejnych to rozwinięcie, następne części to kolejne sześć i sześć kolejnych to kontynuacja opowieści - seria " Drużyna ". I zdarzył się cud - nie odbiłe...

Mapa fantasy - co myślę o rysowaniu fantastycznego świata

Obraz
      Tworzeniem świata fantasy zajmuję się bardzo długo , jest to dla mnie konieczne - dużo piszę, maluję i wymyślam, dlatego w nim właśnie osadzam wiele wykreowanych elementów. Taki świat zmieniał się w mojej głowie wielokrotnie. Zmieniały swoje położenie krainy, lądy, oceany, obecność magii czy rodzaj mowy i waluta. Teraz, co nie ma związku z tematem bloga, jest to kraina magów, gdzie rządzi Rada Ośmiu i walczy z mrocznymi siłami, np. przeciwko smokom. Jedyny fakt jaki nie zmienił się od początku wymyślenia tego świata, to obecność czterech głównych wysp - kontynentów .     Jakiś czas temu rozpocząłem nowe opowiadanie, nazwane " Złota kometa ", o polityczno - wojennych zmaganiach słabego rządu magów z innymi rasami. By dobrze opisać bitwy na granicach krajów, rasy z różnych królestw i drogę bohaterów w dalekie góry potrzebowałem mapy - chociaż prostego zarysu świata , by się w tym wszystkim nie pogubić. Ale... ja nie umiem tak po prostu zrobić prostego pla...

"Detektyw na płótnie" - historia mojego pierwszego portretu

Obraz
 Zrobiłem to. Choć wydawało mi się to niewiarygodne, niewykonalne i planowałem wypierać się tego rękami i nogami - namalowałem pierwszy w życiu portret . Co myślę o takim wyzwaniu? Że nie jest proste.     Ostatnimi czasy zakochałem się w kryminałach -  szczególnie tych spod pióra Agaty Christie. Tytuły takie jak " I nie było już nikogo " czy " Morderstwo na plebanii " bardzo mi się podobały, ale szczególne wrażenie zrobiły na mnie opowiadania o sławnym detektywie - Herculesie Poirot . Po przeczytaniu niespełna dwudziestu powieści zacząłem więc szukać filmów na podstawie tych książek, by jeszcze bardziej zagłębić się w ten świat. Jakie było moje zaskoczenie, gdy odkryłem 70 - cio odcinkowy serial " Poirot ", gdzie sławnego detektywa grał genialny David Suchet. Obejrzałem serial i zainspirowany postanowiłem namalować obraz powiązany z twórczością Agaty Christie.     Padło na portret Poirota . Trudne zadanie - nigdy bowiem nie malowałem takiego obrazu. Zrob...

Moje szczere zdanie o kredkach

Obraz
      Prawdopodobnie najrzadziej używanym przez mnie medium artystycznym są kredki? Dlaczego? Nie mam pojęcia. Choć z rysunkiem jestem obeznany, to raczej interesuję się "ołówkowaniem" lub "tuszowaniem" niż tymi właśnie konkretnymi, kolorowymi kawałkami pigmentu wewnątrz drewienka. Dawniej miałem różnorakie doświadczenia z kredkami, były one przyjemne, lecz nie na tyle by mnie bardziej pochwycić. Przejdźmy więc przez dosyć krótką listę kredek jakich miałem okazję używać.     Moje pierwsze kredki , jakie miałem w dużym zestawie (wyjaśniam: dla mnie duży > 12, zestaw = kredki NIE szkolne), to były pewne kredki czeskiej firmy Kooh i Noor Hardmunt. Były to kredki akwarelowe, jedne z tych niższej jakości (pr. cena ok 150zł - 200zł), 72 kolory w materiałowym piórniku. Wtedy były wystarczające lecz dziś, mogę stwierdzić tylko: NIE!!! Nie lubię kredek akwarelowych - ich pigment jest dla mnie mniej korzystny przy użytkowaniu, a jeśli mam wybór po stokroć wolę uży...

Moje ulubione narzędzia do rysunku

Obraz
      Dziś powiem, czym najlepiej mi się rysuje. Oczywiście zależy to od tego CO rysuję, no ale... chodzi o ogólnie o to, czym lubię tworzyć. Zaczynamy więc od narzędzia numer jeden czyli: DIP PEN - Czyli obsadka ze stalówką do maczania w tuszu. Mam zestaw 15- stu stalówek, cztery obsadki i to wystarcza. Byleby stalówki były zróżnicowane, giętkie  (Joseph Gilliott 170) , sztywne (Brause 361 Steno) , duże (Brause Rose) , Małe (Brause 66EF) i monoliniowe (46 Cito Fein). Mam obsadki rysunkowe i standardowe (jak ta na zdjęciu). TUSZ - To nawet nie narzędzie, a jakoby część wcześniejszego elementu. Tusz czarny, indyjski (Winsor & Newton Black Indian Ink) to podstawowe, genialne medium do rysowania stalówką i pędzlem. Ponadto posiadam tusz biały do poprawek. Te tusze od Newtona są bardzo dobre w bardzo dobrej cenie i uwielbiam z nimi pracować. PIÓRO  - Czasami chce mi się porysować bez potrzeby wyciągania tuszu, albo w podróży, albo po prostu zrobić proste szkic...