"Detektyw na płótnie" - historia mojego pierwszego portretu

 Zrobiłem to. Choć wydawało mi się to niewiarygodne, niewykonalne i planowałem wypierać się tego rękami i nogami - namalowałem pierwszy w życiu portret. Co myślę o takim wyzwaniu? Że nie jest proste.

    Ostatnimi czasy zakochałem się w kryminałach -  szczególnie tych spod pióra Agaty Christie. Tytuły takie jak "I nie było już nikogo" czy "Morderstwo na plebanii" bardzo mi się podobały, ale szczególne wrażenie zrobiły na mnie opowiadania o sławnym detektywie - Herculesie Poirot. Po przeczytaniu niespełna dwudziestu powieści zacząłem więc szukać filmów na podstawie tych książek, by jeszcze bardziej zagłębić się w ten świat. Jakie było moje zaskoczenie, gdy odkryłem 70 - cio odcinkowy serial "Poirot", gdzie sławnego detektywa grał genialny David Suchet. Obejrzałem serial i zainspirowany postanowiłem namalować obraz powiązany z twórczością Agaty Christie.

    Padło na portret Poirota. Trudne zadanie - nigdy bowiem nie malowałem takiego obrazu. Zrobiłem dosyć prosty szkic na podstawie jednego ze zdjęć w sieci. Wziąłem akryle, cztery pędzle i rozpocząłem pracę. Najpierw namalowałem tło - ot, proste zielone plamy dające organiczny efekt. A potem okazało się, że ta praca to piekło. Malowałem jak zwykle - zaczynałem od największych elementów, kończyłem na szczegółach. Zacząłem robić to co zawsze, najpierw najjaśniejsze odcienie i plamami nakładałem coraz ciemniejsze kolory - lecz potem zaniechałem tego, przeszedłem do bardziej "chaotycznego", lecz w tym wypadku łatwiejszego trybu malowania - kolor nakładałem tam gdzie widziałem element, który trzeba  koniecznie poprawić. Okazało się, że ubranie, skóra, materiał czy włosy mają tyle światła i cienia, tyle fałd i elementów z jakimi zwykle nie musiałem się mierzyć, że mój tradycyjny styl, z którym tak łatwo mi się pracowało nie nadawał się do niczego.

    Po kilku godzinach pracy udało mi się zakończyć obraz. Wyszedł całkiem nieźle - co oczywiste niesymetrycznie, niedoskonale i nieco dziwacznie, lecz jak na pierwszy portret - nie tak źle. Na razie nie planuję kolejnego portretu - musze podszkolić się w bryle i plamie, zanim znów zacznę malowanie takiego g... grymasu ;)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Grafika komputerowa - co o niej myślę i dlaczego nie lubię

Akryl - czyli co uwielbiam w malarstwie

Przygoda z łukami - malowanie "Zwiadowców"