Grafika komputerowa - co o niej myślę i dlaczego nie lubię

     Jakiś czas  temu postanowiłem co nieco porysować na moim iPadzie, w niezawodnym programie Procreate. jest to aktualnie moje go-to jeśli chodzi o sztukę digitalową.  Dawniej znajdywałem bardzo dużo przyjemności w malowaniu na tablecie graficznym i moje umiejętności w tym segmencie, były, jak by to powiedzieć -  w rozkwicie. A potem nagle, z dnia na dzień, wszystko to poszło w niepamięć - tablet ekranowy Huiona stał na biurku nieużywany całymi dniami i tylko zbierał kurz. W końcu wymieniłem go na mniejsze i prostsze rozwiązanie - płytkowy Wacom Intuos, którego używałem do pixelartu i edycji filmów oraz zdjęć. I niemalże rok nie tknąłem się nawet grafiki komputerowej.

    Aż nagle, na początku wakacji wymyśliłem sobie dość szalony projekt - aby po niemal dziesięciu latach narysować jeszcze raz moje prace ze Szkoły Plastycznej UFO. By przyspieszyć proces rysowania niemalże 100 prac uznałem, że szkice zrobię w szkicowniku, natomiast kolory i ewentualne kontury dodam na tablecie. Choć finalnie z tego oto projektu nic nie wyszło sama praca na iPadzie oraz efekt końcowy były niezwykle ciekawe. A niemalże 80% efektu zawdzięczam programowi Procreate - ostatecznemu rozwiązaniu wszystkich problemów programów graficznych.

    Ale po kolei - wszystko zacząłem od prostego szkicu w szkicowniku - trzymałem się organicznych kształtów, wzorów i brył. Większość efektu chciałem zostawić pracy digitalowej, a więc mój szkic był banalnie prosty... i niezbyt ładny. Gdy byłem zadowolony z kompozycji zeskanowałem pracę i wrzuciłem na iPada... Mogłem zacząć działać. Zacząłem od nakładania bazowych warstw "farby" - i już tutaj można odczuć geniusz Procreate. Aplikacja ma cudne pędzle i tekstury, dzięki którym nakładanie koloru przypominało mi bardzo pracę z farbą - a na niej właśnie znam się najbardziej. Mogłem łatwo dodawać kolejne kolory, a następnie z niewielką pomocą masek przycinających, narzędzi zaznaczania i tym podobnych dodałem światło, tekstury, detale i wszystko to, dzięki czemu praca zatytułowana "Człowiek z przeszłości spotyka człowieka z przyszłości" mogła naprawdę zaistnieć

    Lecz mimo iż praca w Procreate dzięki łatwemu interfejsowi i "tradycyjnym" pędzlom sprawiła mi mnóstwo radości i frajdy, do grafiki komputerowej nie wróciłem. Myślę, że nawarstwiło się kilka przyczyn - najważniejsza jest taka, że czasem w wakacje czuję się "artystycznie wyładowany". Często nie mam energii, a co najważniejsze pomysłów, na nowe prace... i lipiec okazał się dla mnie niejako sezonem ogórkowym (Mam pewne pomysły jak odmienić to w sierpniu, kilka projektów itd., ale o tym kiedy indziej).  Ponadto, nawet praca na iPadzie nie zaspokoiła w pełni moich oczekiwań w kontekście sztuki. Gdy maluję tradycyjnie kocham czuć papier pod palcami, czuć zapach akrylu z farb i alkoholu z markerów, wcierać pigment w ręce i mazać tuszem po stole - po prostu CZUĆ, że maluję. A na koniec skończoną pracę oddalić od siebie i z uśmiechem schować do albumu lub powiesić na ścianie. 

    Na koniec - nieważne, czy wróciłem do tworzenia grafiki komputerowej i czy ją lubię, czy też nie - uznaję efekt końcowy mojej pracy za naprawdę ciekawy, kolorowy i żywy! A zresztą... zobaczcie sami!



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akryl - czyli co uwielbiam w malarstwie

Przygoda z łukami - malowanie "Zwiadowców"