Moje szczere zdanie o kredkach
Prawdopodobnie najrzadziej używanym przez mnie medium artystycznym są kredki? Dlaczego? Nie mam pojęcia. Choć z rysunkiem jestem obeznany, to raczej interesuję się "ołówkowaniem" lub "tuszowaniem" niż tymi właśnie konkretnymi, kolorowymi kawałkami pigmentu wewnątrz drewienka. Dawniej miałem różnorakie doświadczenia z kredkami, były one przyjemne, lecz nie na tyle by mnie bardziej pochwycić. Przejdźmy więc przez dosyć krótką listę kredek jakich miałem okazję używać.
Moje pierwsze kredki, jakie miałem w dużym zestawie (wyjaśniam: dla mnie duży > 12, zestaw = kredki NIE szkolne), to były pewne kredki czeskiej firmy Kooh i Noor Hardmunt. Były to kredki akwarelowe, jedne z tych niższej jakości (pr. cena ok 150zł - 200zł), 72 kolory w materiałowym piórniku. Wtedy były wystarczające lecz dziś, mogę stwierdzić tylko: NIE!!! Nie lubię kredek akwarelowych - ich pigment jest dla mnie mniej korzystny przy użytkowaniu, a jeśli mam wybór po stokroć wolę użyć zwykłych akwareli.
Następnie wszedłem w posiadanie pięknego zestawu kredek Polychromos Faber Castell. Był to fajny "secik" 24 pięknych, ozdobnych kredek o wyrazistych kolorach, w ładnym blaszanym pudełku. I są to prawdopodobnie najlepsze kredki jakich używałem - nic dziwnego, uchodzą za jedne z najbardziej konkurencyjnych na rynku, nic więc dziwnego, że wydaje je renomowana firma Faber Castell. Kredki w cenie ok. 120 zł, miękkie, pozwalające na krycie wielu warstw, rysuje się nimi jak masłem. Ale są drogie (na zwykłą rękę). By używać komfortowo kredek potrzebne jest min. 48 kolorów a to już wydatek rzędu 300 zł wzwyż. Ale zdecydowanie polecam.
Nad kredkami Progresso nie będę się rozwodził, bo mój kontakt z nimi był krótki - i twój też będzie! Kredkami rysuje się zatrąbiście ALE mają wielki minus - a nawet dwa. Po pierwsze, te klasyczne nie-akwarelowe występują w malutkich zestawach po 12 lub 24 kolory. To bardzo podstawowa, lecz dobrze skomponowana gama barw. Kolory są dobrze dobrane, bardzo wyraziste i przyjemne, jednakże trochę ich za mało. Po drugie są to kredki bezdrzewne - nie mają drewienka a jedynie pigment w "opakowaniu?" z lakier-folii. Sprawia, że są tak ogromnie łamliwe, że wyklucza to jakąkolwiek pracę z nimi. Nawet jeśli kredka nam nie spadnie, to czasami pękają w ręce. Ale zestaw kosztuje tylko 50 zł, więc na krótki użytek (bo potem pękną) naprawdę się nadają.
Ale skonkludować ten tekst chciałbym Nieznanymi kredkami Faber Castell pojawiającymi się pod nazwą "zamek". Te kredki trafiły do mnie ostatnio i jest to najtańszy zestaw o jakim słyszałem - 48 kolorów za 50 zł. Kupiłem je tylko z powodu tej ceny - bo na produkt Fabre Castell jest naprawdę niezwykła. Ponadto kredki mają ocenę 4,7 gwiazdki - to szokujące. No ale mam co do nich mieszane odczucia. Dla casualowego rysunku - nie znajdziecie lepszych, ale do mocnego rysowania się nie nadadzą z prostego powodu. Są za twarde. Nie ma masełka, nie ma mieszania - jeżeli ktoś rysuje tusz a na to kolor, to będą w sam raz. Ale niezbyt nadają się do tego co ja chciałbym robić. Tak czy inaczej - w tej cenie to must have dla każdego. Poniżej rysunek testowy tymi kredkami nazwany Dwie i pół owocu marakuja. Właściwie nie ma nazwy, ale wyszedł nieźle jak na ograniczone możliwości tych kredek. Dzięki bardzo i cześć!
Komentarze
Prześlij komentarz